Biblioteka poetów "ZA"

 

*  *  *

      Wiesław Sokołowski tylko z pozoru osoba peryferyjna, w rzeczywistości człowiek z samego Centrum Działania, tego, co najważniejsze. Przez dwadzieścia lat z zapamiętałością kornika drążył swoje codzienne zapisy w dębowych kłodach i te nieliczne własnoręcznie uwiecznione pokazywał na żywych spektaklach, reszta wierszy wędrowała do olbrzymich pudeł.
      Ile zapisów wierszem może powstać przez dwadzieścia lat, gdy poeta wyznaje zasadę "wiersz napisany/dzień nie zmarnowany". Krocie.
      Tysiące zapisów trwania zapadło w nicość, bez nadziei, że kiedykolwiek będą stamtąd wydobyte. Taki los musiał spotkać wiersze pisane "pod dyktando sumienia", nie schowane za modne style. Wykonywał Wiesław Sokołowski swoje codzienne pensum, nie przerywał zapisów zabrany do Białołęki, w sądzie, gdy o jego życie los był rzucany. Gdy trzeba było rozróżnić pomiędzy człowiekiem a oprawcą ludzkich skór.
     Tak powstał zbiór "Trwanie - Pomimo", jako zwycięska modlitwa Wiesława Sokołowskiego. Nic z tego nie ocalałoby, także w przypadku, gdyby poeta osunął się w siebie - w zbiorową mogiłę. Postawił na odwagę, która rodzi moralność. W chwilach słabości także zapierał się siebie, jak w tym wierszu, gdy lęka się snu proroczego, w rodzaju mane thekel... - "komunizm piecem krematoryjnym ludzkości".
     Dziś, Wiesław Sokołowski jest prawowitym gospodarzem swoich wierszy. Będąc sam sobie wydawcą, przesiał tysiące zapisów, by wybrać najważniejsze.
     W ten sposób powstała książka warta, by jej słowa przeniesiono w materiał przynajmniej tak trwały jak dębowe kłody, by jak to ujął Emir "dojść do mistrzowskiej w swej zwięzłości formy paraboli, wstrząsającej dokumentalnym niemal katastrofizmem, krótkiej i drapieżnej jak błysk ostrza". Amen.

 

Zygmunt Trziszka (1937-2000),
Trwanie Pomimo, rok wyd. 1993

*  *  *

 "Filozofia twórcza" Sokołowskiego jest na wskroś polska, wyrastająca z tradycji romantycznej. Oparta jest, jak u Mickiewicza, na wierze w narodową solidarność, na systemie wartości chrześcijańskich, które służą krajowi i człowiekowi i regulują nasze bytowanie ku szczęściu i pożytkowi wszystkich. Ale jest przy tym po staropolsku szeroka, jak mazowieckie równiny, otwarta na rzeczywistość i na współczesność. Nie toleruje jednak narodowej zdrady, zaprzaństwa, zakłamania. Dlatego jest niewygodna i pewnie dlatego bywa przemilczana. Jest ta poezja także niepodatna na mody, polityczne zakręty - i na kolejne "etapy" w literaturze. Takich twórców jak ci skupieni w "ZA" było wielu w całej Polsce. Nie wszyscy byli tak głośni i utalentowani jak Andrzej Bursa, Rafał Wojaczek, Edward Stachura, Ryszard Milczewski Bruno czy inni. Socjalizm realny niszczył wszystkich, którzy odbiegali od schematu, nie mieścili się we wzorcach, nie chcieli służyć propagandzie i kłamstwu, nie stali się cynicznymi i sprzedajnymi sługusami systemu, jakich był w PRL-u legion. Chcieli być inni, niezależni, niepodlegli. Byli - jak pięknie napisał poeta Jerzy Juliusz Emir - "wykonawcami własnego losu". I niezależnie od ustroju, od okoliczności politycznych będą swój los wykonywać nadal.

 

Zdzisław Antolski
"Obumarli" rok wyd. 1998

*  *  *

 Jest autoświadomość własnej przypadkowości, a nawet zbędności, co rysuje w wierszu 44:

życie może toczyć się
bez mojej woli
bez mojej pamięci
bez moich wierszy

 Znam poetę Sokołowskiego: rzeczywiście dożył wieku dojrzałego, osiągnął porę życia sprzyjającą dokonywaniu syntez, pogłębił się w nim stoicki, olimpijski spokój. Z przejawów doświadczenia poety, jakimi są wiersze, można sądzić, że jest poetą starym. Tak naprawdę nie jest starym ani młodym, starą czyli wielce dojrzałą okazała się jego sztuka.

 

Stanisław Stanik
"Lubię" rok wyd. 2002

*  *  *

 Świat bez sztuki na pewno nie istniałby w takim kształcie jak obecnie - bo sacrum nie ma ceny!
 Stąd wszelka działalność przywłaszczycielska różnych "muzealników", różnych "historyków", różnych "redaktorków" kreujących się na hierarchów naszych istnień, jest właściwie norą i to bez wyjścia, norą coraz sprawniej kodującą przede wszystkim orwellowską rzeczywistość.
 Dziękuje więc autorom: Zdzisławowi Antolskiemu, Edwardowi Hołdzie, Markowi Rymuszce, Stanisławowi Stanikowi, Zygmuntowi Trziszce. Eseje zebrane w książce "Martwa Wolność" a powstające w okresie ostatniego ćwierćwiecza chronią "ZA" przed wszelkimi uzurpatorami różnej proweniencji. Dla mnie zaś te wypowiedzi pisane z przysłowiową iskrą Bożą, to dobre momenty mego życia.
  Mogę teraz powiedzieć, że za Waszą przyczyną me zachodzące słońce ma bardziej ludzkie oblicze.

Wiesław Sokołowski
"Martwa Wolność" rok wyd. 2002

*  *  *

A ile rzeczy robił wbrew sobie, żeby przybrać postać nieobecności, przy pomocy mimikry właśnie Sokołowski. Zorientowawszy się że, że totalitaryzm bezinteresownie czuje nienawiść do poety, no na takiej zasadzie, że jak to on poeta, to on może się bez nas obyć, prawda, no jak to się może obyć, bez, bez funkcjonariuszy, bez policji, poeta może się obyć, nie ma co do garnka włożyć, prawda, a on mówi, mówi, że jest autonomiczny .

(...)Rosjanie mają specjalne określenie na takie sytuacje, ale teraz z głowy mi wyszło, bo jego tam coś tata, coś posiadał, coś i to już jest 76 rok, to trudno nawet sobie wyobrazić, bo jestem pod wrażeniem, jeszcze raz czytałem rozmowę Gierka i to naprawdę porządny człowiek, ale żyjący w totalitaryzmie, więc wiadomo jak taka porządność może wyglądać z punktu widzenia człowieka autonomicznego. Wracając do Sokołowskiego - mamy do czynienia z prekursorem, mamy do czynienia z autorem, który nie pisze po to, żeby w ogóle pisać, tylko pisze dlatego że musi, że dyktat rzeczywistości go tak miażdży, maceruje, niszczy, że on się zachowuje adekwatnie do tej sytuacji, do tego położenia, że po pierwsze chce przetrwać ten okres, no, koncentracyjny. Przede wszystkim to wmawia sobie, że nie jest tak strasznie, bo przecież jak ktoś jedzie kolejką EKD, a jego kolejka w stronę Rawki podobna jest do EKD. To nie są warunki okupacyjne, że nagle ktoś leży, ktoś zabity, ktoś roztrzaskany - i właściwie mord psychiczny, to jest podstawowa forma morderstwa, która uprawiana jest w czasach wyspecjalizowanego, a bez mała skomputeryzowanego totalitaryzmu.

 

Zygmunt Trziszka (1937-2000)
Fragment wypowiedzi spisanej z taśmy

 

 

 

 

 

>> powrót <<