Jerzy Juliusz Emir
(1940 – 1996)
Zmarł
Jerzy Emir, poeta, współtwórca „ZA”. Pochowaliśmy go 12 listopada na
cmentarzu w Wólce Węglowej w Warszawie.
W ostatniej drodze poety
uczestniczyło kilkanaście osób; pogrzeb
więcej niż skromny.
W słowie pożegnalnym, zwieńczającym drogę twórczą Emira, pisarz
Andrzej Zaniewski powiedział o zmarłym jako o poecie wybitnym, jednak
niespełnionym. Słów tych z wielkim zażenowaniem wysłuchaliśmy nad mogiłą poety,
który latami, systematycznie, wyniszczał się na oczach wszystkich. Pisał
wstrząsające sonety:
zaszczuty przez was drodzy
towarzysze
drogi koniecznej lecz jakże niespójnej
uciekam w obłok istności
podwójnej
i nic już dla was więcej nie
napiszę
jeśli myślicie że tym wam
coś ujmę
możecie we mnie zrewidować
ciszę
ocenzurować poświst mych
zadyszek
i zamknąć przewód oddechu na
trumnę
bat który sprawnie dzierżycie nad stadem
równie mnie tyczy jak i psia
obroża
bo ja nie batem a językiem
władam
świetlistą ciszą na krawędzi
noża
i nie zwykłem aby iść za
śladem
lecz pozostawiam ślady na
bezdrożach
Emir spełnia się w swoich
wierszach. Odbieranie dobrego imienia i zabieranie każdej szansy, każdej
możliwości, by poeta mógł zaistnieć poprzez swoja twórczość – oto droga życiowa
Jerzego Juliusza Emira hr. Przewoskiego.
Nie pozwolono zmarłemu być
poetą znanym – los więc Emira jest w jakimś sensie naszym losem. I choć 4 listopada
1996 roku przestało bić serce poety, to jednak bije ono nadal z Jego sonetach.
***
- Jurr`emu Zielińskiemu
malarzowi ze Szlaku
co tu powiedzieć gdy nie znaczy słowo
pęka na ustach modlitwa bez wiary
w szeleście zgłosek lęgną się poczwary
bo jaka gleba taki i owoc
co tu zamierzać kiedy brak jest miary
która by mogła świat związać na nowo
na co się ważyć lekce ważąc słowo
które się winno z niebem wziąć za bary
czego dokonać kiedy kona gwiazda
gdzie szukać sensu jeśli sensu nie ma
nie my miastami nami rządzą miasta
nie my zmieniamy lecz nas wszystko zmienia
w plewach dogmatów żadna myśl nie wzrasta
rola poety to zapis miczenia
Warszawa, 1978 rok
***
Jankowi Cholewińskiemu
Alias Pysiowi
nie łam się jasiu jeszcze nie te czasy
które nam karki rozczepią na dwoje;
jeszcze nas każą przywezwać w pokoje
a może nawet zaproszą do kasy
na razie jeszcze nie bardzo się boję
że mógłbym na to okazać się łasy –
bo zbyt mnie nuży szczenięca gra w klasy
nie wiedząc czemu nazwana ustrojem
jeśli mnie kiedyś znuży tak gruntownie
że nie potrafię zmówić słowa
odwołam siebie do zaświatów wspomnień
by je do życia przywołać od nowa
tak więc coś jednak pozostanie po mnie
co nie pozwoli szaleństwu królować
Warszawa – Rawka 1988 rok
***
- Wiesławowi Sokołowskiemu
Sokołowi z Rawki
życie zaczyna się od oddychania
które wewnętrzną zapewnia mu przestrzeń
iżby nie mogło go zmiażdżyć powietrze
w chwili gdy z boga właśnie się wyłania
na niczym spełzną intencje najlepsze
jeśli oddychać się płucom zabrania
to najpodlejsza ze wszystkich tyrania
i najdotkliwsze nieszczęście wśród nieszczęść
lecz gorzej jeszcze gdy ktoś bezrozumny
albo nikczemny zatruje nasz padół
jeśli namówi oszukane tłumy
do swobodnego zażywania jadu
jego też czeka dno tej samej trumny
- szkoda, że z tylu niewinnych zagładą
Rawka 1989 rok
***
zaszczuty przez was drodzy towarzysze
drogi koniecznej
lecz jakże niespójnej
uciekam w obłok istności podwójnej
i nic już dla was więcej nie napiszę
jeśli myślicie że tym wam coś ujmę
możecie we mnie zrewidować ciszę
ocenzurować poświst mych zadyszek
i zamknąć przewód oddechu na trumnę
bat który
sprawnie dzierżycie nad stadem
równie mnie tyczy jak i psia obroża
bo ja nie batem a językiem władam
świetlistą ciszą na krawędzi noża
i nie zwykłem aby iść za śladem
lecz pozostawiam ślady na bezdrożach
Warszawa 1982 rok
***
Jerzy Juliusz Emir
coctail europa
poemat z stylu collage
horyzonty zataczają słoje drzew –
stąd
kulistość ziemi
(z sękiem europa)
krzysztof kolumb, który to pierwszy zauważył był
największym poetą
damskie pantofle na szczycie wieży eiffla – ruda
berta sprzedaje swe ciało kipiące jak wino z nad
mozeli: para się wylewa ponad biustonosz
c o c t a i l e u r o p a
ekspres marsylia – rio de
janeiro
(oczywiście przez atlantydę)
żyłami autostrad oscylują
krwinki samochodów
-nie tylko białe i czerwone
barman miesza
piosenka włoska, francuska,
rosyjska
wilczyca hegemonii
przechadza się po gzymsie
willa borghese
modelka zizi z wielkiego
domu mody w ham-
burgu spędzi wakacje na sycylii
lascia o rodoppia
- P.P. totalizator sportowy
białą kobietę można kupić
murzynie
porty warczące cementem –
brunatne deski
wagonów wszędzie te same
o piątej w modnej
kawiarniach zawsze tłok
przez okna nieprzyzwoita strzelitość notre dame i
morskiej katedry w gdańsku
streap tease na plaży w
taorminie – gdzie
gwiazdy zdejmują z siebie nawet jaźnie
pajacyki bukietów defilują
po praktykablach
o północy zwierzęciem kontynentu
przeciąga
dreszcz
kurwy podają sobie klientów
od latarni do latarni
wywatowani portierzy w strojach kozackich

całą noc baw się warszawo
visitez
la cote d’azour ...
wiązka owsa dla marynarzy z lumpen
trampów
po to by
białe jachty mogły uganiać się za mewami
pan z monoklem pławi się w
słońcu-
może to hitler ze zgolonym wąsem ?
golono strzyżono
Nato a problemem zachodniego berlina
dziewczyny zwisające z
sennych drzew prowansji
dziewczyny europy mają w oczach rozchylone migdały
i smak moreli
a na nogach pantofle made in italy
a reflektory nad placem
czerwonym w moskwie
to właśnie kolorowe dzwony ich spódnic
wino jest esencją zmierzchu
zarówno w dzielnicy
łacińskiej jak na wyspie małgorzaty w budapeszcie
czerwony wiatrak płonie nad
wzgórzami mont-
martre
młot czerwienieje w sierpie
reflektorów kremla
t y l k o n i e
m a m ą k i
t y l k o g d z i e k o w a d ł o
roznegliżowani urzędnicy
siusiają podpisami
przez biurka
automatyczne wagi notują 407
kilko żywca
- to 93 kilko mniej niż pół tony
armaty przecierają lufy na
myśl o przy-
roście naturalnym -
oby prędzej ten berlin
ale berlinki to nie ten
kontynent
chudnie zwierze europy
połknąwszy tasiem-
ca ameryk
jeszcze żywe – asymiluje ochłapy-
punktem honoru USAńczyka jest się na grandę
europeizować
oto więc wdycha sprzedaż ryb
pod skałą
akropolis
jest maj
prąd erotyczny zjeża sierść zwierzęcia
- w lasach stają tokujące tramwaje

dziewczyny w białych
kapeluszach kładą się
w krzakach
potem położą się pod koła pociągów
- ale to już
sprawa jesieni
bukiet kwiatów dla ewy
jaja jaja po dwadzieścia
sous
pęcznieją krematoria
ginekologów
wszyscy święci idą do nieba
wszystkie piety na urlopach wypoczynkoiwych
zatrzymu-
ją się w chamonix
ludzie nie dajcie się
zwariować
stary młyn zatrzymują
łańcuchy zmierzchu
batyskaf słońca opada w noc
dojrzewa zaćmienie
dlatego w chateau chambord
nie dymią
kominy ?
dymią za to katedry fabryk –
na mięso na przemiał na
miazgę na papkę na samochód na
frajera na tata wariata na dewocjonalia i wodę
z lourdes na papier solali na kaflową łazienkę
na krem ogórkowy i pekińczyka na zofię agnieszkę
iwonę annę zizi marlon i tę piekną dziewczynę
która tańczy
tuż pod wieżą saint-germain-des-pres
pijacy podlewają szparagi
wieżowców
- niech rosną
mnisi szczają pod pomnikami
na zegarze szwajcarii brak już godzin porannej
kawy dynamitardów
a most w serajewie – stoi
europa potrzebuje więcej mostów więcej mostów
więcej mostów zderzających się z domami ulic
więcej plaż z gołymi gwiazdami więcej kukurydzy
w i ę c e j
p i ę n i ę d z y p i e n i ę d
z y p i e n i ę d z y
wiecej zadymionych nieb i akropoli na sprzedaż
więcej żył pulsujących ciałami jetów które
połączą ją z podziemiami wall street i kopal-
niami diamentów w transwaalu -
więcej „w i
e c e j „
ja potrzebuję więcej wina i więcej miłosci
- jednej tylko z przypraw coctailu
by losy
ich splotły się z sobą dojrzeniem gron
jeszcze
nienarodzonych liżąc me gardło na długo przed tym

nim ma ostatnia kochanka skrwawi pierwszy raz poś-
ciel
bym mógł plwać krwią europy
skondeso-
waną w tusz na wskoś przez papier mieszając
wszystkie pojęcia o pępku świata
kraków, styczeń 1963

***
1.
Świat
kurczy się – zwęża. Emir w sonetach
tworzy miarę naszego zaniedbania, upadku:
nie
my miastami – nami rządzą miasta
nie
my zmieniamy – lecz nas wszystko zmienia
w
plewach dogmatów żadna myśl nie wzrasta
rola
poety to zapis milczenia
(fragment
sonetu dedykowany Jurremu Zielińskiemu. Rok 1972 Warszawa)
2.
Rzeczywistość
stwarza ograniczone wybory. Jaką drogą iść? Komu ufać, w jaki sposób określać
niezależność sądów swoich, opinii, niezależność swego indywidualnego
istnienia?
Wyborów różnych dokonuje przecież każdy, jednak
samowiedza poety jest niewspółmiernie większa od normalnego zjadacza chleba.
Dlatego ciąży na nim szczególny ciężar
w i d z e n i a siebie, ciebie,
nas. Emira sonety są właśnie tymi
wyborami:
i żadna wizja tak zmysłów
nie skupi
i żadna książka nie spojrzy
tak w oczy
żaden filozof choćby i
niegłupi
granic myślenia nigdy nie
przekroczy
a głosem można jak niebem
się upić
jeśli go tylko tęczą słów
roztoczyć
Ifragmenty
sonetu dedykowanego Krzysztofowi Świętochowskiemu. Rok 1987. Warszawa)
3.
Emir
pisze: Poezja nie umarła i nie może umrzeć. Umierają natomiast poeci –
dławieni i deptani przez rzeczywistość. Więc podczas gdy jedni wydają coraz
więcej swoich oficjalnych nie czytanych
tomików poezji, na innym biegunie wznoszona jest twórczość, ta spychana
na margines, niechciana i pomijana. I dopiero
o d e j ś c i e p o e t y może
wydobyć ją z mroku lekceważenia:
trzeba się zakraść w
obojętność stada
trzeba je rozgrzać choćby
psim szczekaniem
trzeba rozumieć za siebie i
za nie
karmić je trzeba lecz
również i badać
(fragment
sonetu dedykowany Barbarze Herman. Rok 1988. Warszawa)
4.
Jeden
wiersz nosi się nieraz w sobie latami. Emir niszczy złe wiersze, bądź dla zabawy i pieniędzy pisze różne rymowanki
i sprzedaje je jako piosenki. Przecież
z czegoś musi żyć. I może dlatego wiele głupstw kojarzy się z Emirem, ale
przecież utwór „Wierzę w człowieka” stał się przebojem w latach
siedemdziesiątych, ale przecież „Gwiazda nad tobą” wyśpiewała na festiwalu w Sopocie w roku 1978 nagrodę krytyki.
Emir poeta stojący nie ze swego wyboru na uboczu, wyrzucony z radia w latach
siedemdziesiątych, gdzie realizował audycje poświęcone poezji, żyje w maleńkim
mieszkanku przy ul. Wiktorskiej w Warszawie. W Jego z dnia na dzień
trudniejszym życiu pisanie wierszy może jest jedynym sensownym zajęciem. Wtedy
forma jest czymś tak oczywistym, że aż niezauważalnym dla poety; bierze ją by
sens swojej tu obecności zatrzymać, związać, ograniczyć – a więc uwolnić się od
niego – przezwyciężyć:
nie umiem bowiem nic, co nie
jest ponad
więc za to zginę w
codziennym niebycie
(fragment
sonetu dedykowany mamie , Annie Przewoskiej. Rok 1989. Rawka)
5.
Z
Emirem przewędrowałem kawał swego życia. To on mi zrobił debiut radiowy wierszy, to z nim pisaliśmy statut
Zrzeszenia Artystycznego „ZA”, to z nim wędrowałem po Krakowie, po Sopocie, po
Szlaku Królewskim w Warszawie. Emir niezmierzoną ilość razy odwiedzał nas w
Rawce, wspierał w różnych przedziwnych
sytuacjach. Innymi słowy byliśmy razem na dobre i złe – i realizowaliśmy
absurdalne pomysły. Np. przez kilka miesięcy szukaliśmy na Krakowskim
Przedmieściu najmniejszego wzrostem działacza, aktywistę. I oczywiście
znaleźliśmy go przy ul. Smolnej w
Zarządzie Głównym ZMS na 4 piętrze. Działacz ten miał około 150 cm wzrostu, był
bardzo ruchliwy, biegał z aktówką z piętra na piętro.
Był
tak zajęty, że nie udało nam się nawiązać z nim „piwnego” dialogu. Natomiast na
Ordynackiej wielokrotnie otarliśmy się np. o Kwaśniewskiego i innych nadludzi -
ale to był już inny, bardziej wyszczekany garnitur - już przyuczany do
„wielkości” i tego całego postkomunistycznego splendoru.
6.
Wiem,
że poezją świata się nie zbawi, ale ...
w jasności niebios wykąpie
się cała
zmywając życia osad gruboskórny
a potem z Bogiem będzie rozmawiała
jak pousuwać skazy z mej
natury
(fragment sonetu dedykowany Janowi Jaworskiemu. Rok 1988. Warszawa)
Idąc
ku niebu Emir własnymi rękoma kopie dół w ziemi. To rozdarcie wewnętrzne poety
jest widoczne prawie w każdym jego wierszu; Emir w swoim bytowaniu ziemskim
ogranicza się do kilku paczek dziennie papierosów, które z nabożną starannością
wypala. Mówi, że papieros smakuje mu najbardziej w samym środku zdrowego,
dzikiego lasu. Nałogi te pieczołowicie hodował, podsycane mitem, chronione
bólem, to piekło sprowadzane jakby z zaświatów na zamówienie losu jest faktem,
ale...
słowo jest niczem, lecz gdy
wzbierze w zdanie
lawiną spadnie i drogi ci
przetrze
i przeogromną otworzy ci
przestrzeń
(fragment
sonetu dedykowany Henrykowi Pawlakowi. Rok 1988. Warszawa)
7.
Krwawienie
jest ciągle obecne w poezji Emira, jest obecne w jego wolnym, coraz bardziej
powolnym wędrowaniu po tym ugorze europy:
dziś metod wiele a każda
ważniejsza
tylko grad bije po polach
pszenice
komputer nawet przemawia do
wiersza
a wszystko razem obraca się
w nice
(fragment
sonetu dedykowany Andrzejowi Góralskiemu. Rok 1980. Warszawa)
Nasze
pokolenie, pokolenie „Solidarności” ma na co dzień do czynienia z bylejakością.
Powstała ogromna maszyneria tandety: z bibliotekami, galeriami, domami kultury,
teatrami. Ale...
nie łam się jasiu – jeszcze
nie te czasy
które nam karki rozczepią na
dwoje:
jeszcze nas każą przywezwać
w pokoje
a może nawet zaprosić do
kasy
na razie jeszcze nie bardzo
się boje
że mógłbym na to okazać się
łasy
bo zbyt mnie nuży szczenięca
gra w klasy
nie wiedząc czemu nazwana
ustrojem
(fragment
sonetu dedykowany Jankowi Cholewińskiemu /Pysiowi/ Rok 1988. Warszawa – Rawka)
8.
W
poezji nie ma granic, gdy w odwagę wpisana jest forma. Czyż bowiem nie jest
odwagą, właśnie sonetem, tą wysłużoną łodzią poezji wypływać w huragan XX
wieku:
czego dokonać kiedy kona
gwiazda
gdzie szukać sensu jeśli
sensu nie ma
(fragment
sonetu dedykowany Jurremu Zielińskiemu. Rok 1978. Warszawa)
Tak
więc człowiek jest takim miejscem, miejscem uświęconym bo przeznaczonym do
samorealizacji:
na niczym spełzną intencje
najlepsze
jeśli oddychać płucom się
zabrania:
to najpodlejsza z możliwych
tyrania
i najdotkliwsze nieszczęście
wśród nieszczęść
(fragment
sonetu dedykowany Wiesławowi Sokołowskiemu
1989. Warszawa)
Dno
naszej egzystencji zafundowali nam władcy z pod znaku swastyki, młota i sierpa
oraz ci następni... Nawet poezja, dotycząca przecież niewielu, nielicznych,
miała być etosem czynu rewolucyjnego i świetlanym orężem w walce ras i klas:
lecz gorzej jeszcze gdy ktoś
bezrozumny
albo nikczemny zatruje ten
padół
jeśli namówi oszukane tłumy
do swobodnego zażywania jadu
(fragment
sonetu dedykowany Wiesławowi Sokołowskiemu
1989. Warszawa)
9.
Sonety
Emira są kroniką naszych czasów, kroniką bolesną, chwilami okrutną, mówiącą o
dramacie naszego pokolenia. Także obecna
przestrzeń nie usynowiła Jerzego Juliusza Emira ... Dla takiego więc temperamentu twórczego i
dla takiego formatu myśli jaki reprezentował Jerzy Juliusz Emir czas jego
żywota tu, to wyrok skazujący, wydany bez ławy przysięgłych, bez procesu; wyrok
skazujący na samozniszczenie, wykonywany w ciszy różnych gabinetów,
rozdzwonionych telefonów, wydany zaocznie przez świat pełen tandety,
sprzedajności i hipokryzji. Czy tylko taki świat nam tutaj został?
***
Reprezentuję
Zrzeszenie Artystyczne „ZA” oraz Związek Twórczy Pisarzy Polskich (oddział
Mazowsze). Piszę z nadzieją
zainteresowania Pana losem poety Jerzego Juliusza Emira hr. Przewoskiego, który
jest wieloletnim członkiem ZAIKS-u.
Wczoraj
odwiedziłem Emira w jego mieszkaniu przy ul. Wiktorskiej 3 w Warszawie.
Zobaczyłem człowieka załamanego i przerażonego swoją sytuacją. Pozwalam sobie
przesłać kilka sonetów Emira (patrz zał. „Trwanie” nr 5). Obecna sytuacja poety
wynika z tego też, że jedyne źródło jego dochodów – tantiemy z ZAIKS - u
kierowane są do komornika na alimenty, choć należy mu przecież zostawić
ustawowo 2/5.
Ta
sytuacja w dużej mierze spowodowała załamanie psychiczne poety i doprowadziła
go do stanu w którym ma trudności z zejściem z czwartego piętra na którym
mieszka by np. zrobić zakupy.
Szanowny
Panie, możliwe, że wokół hr. Przewoskiego narosły różne nieprzychylne mu
opinie, myślę jednak, że po przeczytaniu tych kilku wierszy wyrobi sobie Pan
zdanie, że mamy tu do czynienia z autentycznym poetą.
„ZA”
i Związek Twórczy Pisarzy Polskich przygotowuje do druku obszerny wybór sonetów
– obawiamy się jednak, że tych kilkanaście miesięcy jakie potrzebne są, by opracować
i wydać wiersze, mogą się stać dla autora ostatnimi – stąd zapraszam pana wraz
z Zarządem do odwiedzenia poety przy ul. Wiktorskiej 3 m. 52 (róg Puławskiej);
chodzi o porozmawianie z nim i o dopomożenie mu, aby przełamać te właściwie
groszowe bariery typu rachunek za światło, komorne i td.
Chcę
podkreślić, że Emir jest właściwie sam, rodzinę mu komuniści wyniszczyli, żony
odeszły. Mama jego ma obecnie osiemdziesiąt lat i mieszka w Sopocie. Trudno
bowiem było istnieć w PRL-u z tytułem hrabiowskim.
Szanowny
Panie Prezesie, przepraszam za może zbyt osobisty ton listu i za propozycję
odwiedzenia przez Pana jednego z ciekawszych poetów w naszym kraju. Myślę
jednak, że w tej dość dramatycznej sytuacji
nie jest to z mojej strony nadużycie Pana Urzędu, gdyż jestem
przekonany, że po wizycie u hr. Przewoskiego, podejmie Pan decyzje w sposób
błyskawiczny, by mu w sposób rzeczywisty pomóc.
Liczę
na to, że będę miał okazję osobiście podziękować Panu za okazaną Emirowi pomoc.
PREZES REGIONU MAZOWSZE
ZWIĄZKU TWÓRCZEGO PISARZY POLSKICH
Wiesław Sokołowski
ZAŁ.
1. pismo mówiące o zajęciu wynagrodzenia
2. „Trwanie” nr 5
3. „Trzeci Obieg” druk „Prawo i Życie”
4. wiersz „Co ci zrobiono – Polsko”
dnia 28 czerwca 1993