KONGRES KULTURY
POLSKIEJ w dniach 11,12 i 13
grudnia 1981


KONGRES KULTURY POLSKIEJ
i
ZRZESZENIE ARTYSTYCZNE „ZA”
Fragmenty przygotowanego
wystąpienia prezesa „ZA” Wiesława Sokołowskiego na Kongres Kultury Polskiej
w dniach 11,12
i 13 grudnia 1981
(...) Na początku lat siedemdziesiątych poprzez
naszą działalność głosiliśmy, że
człowieka najpełniej wyrażają jego organizacje. Ponieważ nie pozwolono
organizować się środowiskom twórczym, życie znalazło takie wyjście, że zaczęło
tworzyć tzw. „autorytety”. Można więc dziś, tu, powiedzieć, że „Kongres Kultury
Polskiej” jest właściwie dziełem „autorytetów”(...)
(...) W roku 1975 tak pisałem: Jeśli została
stworzona organizacja „ZA”, to w tym wypadku po to, by mieć minimalną szanse
obrony. A ponieważ działamy w rzeczywistości artystycznej, która ma nie tylko
swoją historię, ale i żywe tragedie, nic więc dziwnego, że potrzebne jest
wypracowanie własnej metody rozumienia naszej rzeczywistości. W tym kontekście
słowo „organizacja” nabiera znaczenia niemalże metafizycznego. Jednak taką
organizację, która byłaby celem samym w sobie, stworzyć może – w naszym
odczuciu – tylko środowisko ludzi nieskażonych, autentycznych i twórczych.
Będzie więc to organizacja bez administracji - organizacja jako świadome
działanie artystyczne.
Tekst ten został w całości przekreślony przez
cenzurę (Nr J-4 z dnia 27.01.1976 r.) Jednak myśl ta tkwi w nas, tkwi od lat.
Wytrzymała presję tych, którzy w sposób jakby organiczny, nie znoszą tworzenia
tutaj czegokolwiek nowego.
(...) Faktem jest, że wojna
wytrzebiła elitę. Stąd za życie wzięto pozór życia. Zbyt zawierzono cyfrom,
statystykom, dyplomom, orderom, stopniom naukowym. Zamiast kulturę tworzyć,
budować, zaczęto wznosić budowle o nazwie „kultura”, a w nich zaczęły urzędować
sztucznie wyhodowane autorytety.
Czy ja, człowiek nie kochany
przez kraj, mam prawo tak mówić. Tak, po trzykroć. Ponieważ, kiedy zawodzą
liderzy, kiedy kultura staje się pomywaczką polityki, kiedy nie ruch, nie
wspólne zespolenie ludzi sztuki, decyduje o kształcie jej, to wtedy muszą się
znaleźć jacyś bezimienni ludzie by, nieraz tragicznym przykładem swego
istnienia, powiedzieć „nie”.
W liście Zrzeszenia
Artystycznego „ZA”, z dnia 12 listopada 1981 roku do Komitetu Porozumienia
Stowarzyszeń Twórczych i Naukowych wyrażaliśmy nasze stanowisko w ten
sposób:
„ Ponad dziesięć lat
dążyliśmy konsekwentnie do stworzenia organizacji twórców pokolenia powojennego.
Związek taki został wreszcie zalegalizowany w lutym 1981 roku pod nazwą
Zrzeszenia Artystycznego „ZA” z siedzibą Zarządu w Rawce.
Celem działalności – między
innymi – jest:
1.
Tworzenie
nowatorskich wartości w sztuce w oparciu o dotychczasowe osiągnięcia grupy
„ZA”.
2.
Stała
weryfikacja tychże wartości poprzez konfrontowanie ich z jak najszerszą rzeszą
odbiorców.
3.
Integracja
różnorodnych środowisk twórczych dla jedności dalszego rozwoju kultury
narodowej.
4.
Popularyzacja
i ochrona dzieł twórców – członków Zrzeszenia.
5.
Stwarzanie
sprzyjających warunków dla realizacji celów wymienionych w niniejszym
paragrafie, m.in. poprzez budowę Osiedla Twórców im. Mariana Bogusza na
obrzeżach Arkadii.
Zrzeszenie Artystyczne „ZA”
to dziś jedyny związek twórczy pokolenia powojennego, powołany statutowo do
tworzenia sztuki najnowszej. Zrzeszamy twórców z całego kraju reprezentujących
różne dyscypliny sztuki. W naszych szeregach znajdują się także uczeni. W
latach siedemdziesiątych świadomie działaliśmy na marginesach sztuki oficjalnej
nieraz w skrajnej biedzie, niejako przeczuwając, że może kiedyś sztuka i jej
antykomercyjne pojmowanie, będzie szczególnie potrzebne naszemu Narodowi. Może
właśnie teraz, w tej chwili, nadszedł ten czas”.
Nie przez próżność czy dla celów reklamiarskich cytuję ten dokument, ale dla zasygnalizowania obecności nowego typu organizacji twórców. Organizacji, która – naszym zdaniem – ma większe szanse wyjścia ku nowym jakościowo zjawiskom.
Nie musimy reformować naszej
np. administracji, bo jej nie ma w naszej organizacji. Nie musimy także nikogo
o żadną pomoc prosić, ponieważ sami, własnymi rękoma wywalczamy siebie dzień po
dniu.
(...) Zrzeszenie Artystyczne „ZA” nie chce i nie może
liczyć na to, na co chciał liczyć w latach pięćdziesiątych Strzemiński pisząc
Bierutowi skrypty dla działaczy o kulturze. W rozmowach prywatnych tak
wypowiadał się w tej sprawie, że są to „ludowi trybuni”, którzy nie mieli jak i
kiedy zastanowić się nad istotą twórczości. Było to ponad 30 lat temu i los
Strzemińskiego jest ogólnie przecież znany [1]
Nie wiem na ile jest realna
propozycja „ZA”, ale powinniśmy próbować budować autonomię sztuki na wszystkich dostępnych
mam planach płaszczyznach czy horyzontach. Bo jeśli tego nie będziemy robili,
okaże się w niedalekiej przyszłości, że z deszczu zostaniemy postawieni pod
rynnę nowych jeszcze bardziej okrutnych dogmatów, jeszcze bardziej okrutnej
policji politycznej czy jeszcze bardziej okrutnych fanatyków - demagogów
prawdy, demonów Boga czy licho wie czego jeszcze.
tu kliknij> Wróć na stronę tytułową
[1] Cyt. On, twórca-nowator i społecznik, wiecznie czuły na potrzeby czasu pomówiony został o „fomalizm”. Usunięty ze szkoły i skazany na nędzę. Nie mógł już dokończyć „Teorii widzenia”. W roku 1951 padł z wyczerpania głodowego na ulicy. W szpitalu stwierdzono szybko rozwijającą się gruźlicę. Umarł w grudniu 1952 roku