Pole tekstowe:

 

ASCETYCZNE  ISTNIENIE

LEONA GRUZDA

 

Leon Gruzd już za życia  doczekał się szacunku i uznania. Jednak on wie, że  nie wystarczy kilkanaście czy kilkadziesiąt prac, że trzeba robić ich ogromnie wiele – setki, tysiące – by współczesność mogła wydać sprawiedliwy werdykt. I choć nie zawsze ilość przechodzi w jakość, jednak robiąc dużo prób, każdy z nas ma cichą nadzieję, że daje z siebie wszystko, by spełnić się w swoich realizacjach, w swoim przeznaczeniu.

 

 

Leon Gruzd – członek założyciel

Zrzeszenia Artystycznego „ZA”

 

1.

Leon Gruzd sprowadza świadomość do spraw elementarnych – do trudu budowania dnia codziennego, do trudu budowania siebie zmagając się z kamieniem, granitem, marmurem czy sękatym drewnem.

 Jego słowa, myśli, można streścić tak: „życie ucieka, a ja w nim  nie zdążyłem nic zrobić”. Jednak, gdy się patrzy na jego rzeźby doznaje się uczucia wręcz odwrotnego. Z jednej strony Gruzd jest w stanie ciągłej niezgody z samym sobą, z drugiej zaś  pracuje jak  w jakimś transie.

Może właśnie ta skaza, ta szczelina, to szarpanie się wewnętrzne, może ono sprawiło, że od czasu do czasu zjawiałem się u Leona w jego domu,  gdzie choć przez kilka chwil świętowaliśmy  rozmawiając o sprawach z pozoru  mało istotnych, mało ważnych, wręcz błahych, ale za to naszych, naszych własnych, a jeśli wymyślonych – to też przez nas samych.

 

 

2.

Gruzd jest więc w moim istnieniu do tego stopnia, że przyznałem mu  nagrodę w roku 1981. Jest to nagroda symboliczna „ZA” wyrażona uściskiem dłoni. Mogliście państwo choć przez ułamek sekundy zobaczyć tę rzeźbę na naszym filmie. Moją zasługą jest to, że ten kawałek drewna topolowego, z którego jest zrobiona rzeźba, został przywieziony z Rawki – w prezencie – osobiście wiozłem go pociągiem a potem tramwajem nr. 13 na Koło w Warszawie, gdzie Leon na 10 piętrze mieszkał ze swoimi rzeźbami, ze swoja piękną żoną Anną, z wielkim wilczurem i dwiema maleńkimi dziewczynkami.

 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


3.

Inaczej widzi się  chwilę samą w sobie – inaczej, gdy tych chwil jest wiele. Liczę, że bohater  dzisiejszego spotkania zgodzi się ze mną – że w naszej znajomości na przestrzeni blisko 40 lat tych chwil było nieskończenie wiele.

Byłem z Leonem i nad morzem i w górach, w lesie, i w każdej porze dnia; byłem będąc młodzieńcem nieopierzonym  i młodym zbuntowanym, gniewnym. Byłem w momentach szczególnych chyba dla niego – czyż bowiem ślub naszego bohatera nie jest takim momentem podniosłym i ważnym.

Teraz, kiedy przyglądam się sobie – prawie wszędzie dostrzegam obecność Leona.

 

 

4.

Jest takie powiedzenie „poeta pamięta” - bo trudno zapomnieć smak wina domowej roboty jakim raczył mnie gospodarz dając przy okazji reprymendy za złe zachowanie wobec co niektórych naszych kolegów.

Bardzo przeżywałem każde słowo Leona -  zawsze był  niespokojny, w którą stronę iść, czy piąć się po szczeblach kariery artystycznej PRL-u, czy raczej schować ogon pod siebie i starać się istnieć w swoim świecie ...

Nieznany poeta, zielarz, tak pisał: „Wyobraźni uczyć się nie trzeba, to dar nieba”. Na pewno o Leonie można powiedzieć, że jest to twórczość samorodna, że jest to talent nie uwikłany w chorą współczesność, w chorą sztukę, w chorą od manipulacji prawdę.

Rzeźbienie to przecież  ciężka praca: kucie, szlifowanie, bicie, rąbanie,  polerowanie. Myśl przy takiej pracy zostaje gdzieś zepchnięta w odległe rejony - myślą wtedy stają się padające krople potu ze zmęczonego czoła twórcy.

 

5.

Leon Gruzd idzie tropem swoim i wznosi swoją własną, rozpoznawalną samotność - wznosi na uboczu, w podwarszawskiej głuszy, gdzie od kilkunastu lat - oprócz mieszkania w stolicy - chroni się na skraju lasu, wśród pól i łąk. Odwiedzają go sarny, sokoły i inne szaraki – bo mieszka przy strumieniu wody  i  chodzi jak św. Franciszek na bosaka, za nim zaś ze złamanym skrzydłem szpak i patrzący mu w oczy wierny przygarnięty pies.

 Może taki obrazek jest zbyt sielski i anielski, bo żyjemy przecież w świecie zwyrodniałych  szczurów, łasych na każdy  nawet zdezelowany ochłap uznania i sławy. Leon Gruzd jest jednak przede wszystkim rzeźbiarzem otwartym   na świat przyrody. Może wyczuwa  na odległość padlinożerców  (sztuki także) i niejako instynktownie   wypełnia swoją najbliższą przestrzeń  formami, które kumulującą w sobie przede wszystkim dobrą energię.

 

 

6.

Z Leonem Gruzdem  łączą mnie więzi szczególne. Bo jest to   droga wspólnego losu, bo jest to bycie w nurcie spraw  bieżących tak bardzo, że aż usankcjonowanym słowem  jemu dedykowanym:

 

żyję

jeszcze

ani śpię

ani czuwam

krok mój

coraz wolniejszy

idę na brzeg

rzeki – ten wielki

zegar mego sumienia

dziś mętnym toczy się

nurtem

ślimaki wypełzają

by konać w oślizłej

cuchnącej mazi

drzewo – świat mojej

wyobraźni – milczy

z otwartymi oczami

przerażenia

tak jakby bóg

zajął się, swoimi

boskimi sprawami

dusze się, powietrzem

które przestaje być

nim

duszę się

myślą, która przestaje

być wiosłem łodzi

mojej

 

 

***

 

Prace Leona Gruzda to  próba nawiązania kontaktu z przyrodą  poprzez mozolną i ciężką pracę  rzeźbiarza. I może dlatego obiekty te w wielu wymiarach  stają się   naszym  istnieniem - bo mają  wyczuwalny widnokrąg, znajomy puls – bo mają swoje przesłanie. 

Stają się także  granicznymi znakami, granicznymi tropami naszej tutaj ludzkiej obecności, nad którą chyba jeszcze warto przystanąć, warto pomilczeć,  pochylić głowę.

 

 

 

Pisałem Rawka 1994 – 2006

 

 

Tu kliknij > Polska rzeźba - Leon Gruzd

 

 

 

 

 

tu kliknij> Wróć na stronę tytułową