Galeria

Wiesław Sokołowski – Trwanie – pismo literackie

2007

 

e-mail: trwanie@poczta.onet.pl

 

Pole tekstowe:

W XII rocznicę śmierci

 

Sama jak palec

czyli kilka słów o Wiktorii Iljin (1918-1995)

 

Wika – Wiktoria Iljin – odeszła od nas trzy miesiące temu. Dzisiejszy wieczór poświęcony jest jej pamięci – wieczór ten można poprowadzić różnymi drogami; ja wybrałem ścieżkę „ZA” bowiem dziś jesteśmy w gronie twórców „ZA”. I może nie wszyscy wiedzą, jednak faktem jest, że Wika była członkiem założycielem „ZA”. Była naszym filarem, filarem solidnym, mocnym, zdolnym inspirować, pobudzać naszą wyobraźnię.

 

 Każda śmierć jest faktem smutnym, niechcianym; mnie śmierć Wiki w szczególny sposób dotknęła – gdyż mieliśmy wspólne plany artystyczne – n a s z   t e a t r . Wprawdzie w kilku moich misteriach uczestniczyły rzeźby Wiki, jak i teraz są przecież rzeźby jej w naszej wędrującej wystawie „Trwanie” – jednak zamierzenie zbudowania widowiska w oparciu o jej prace a moje wiersze, to zamierzenie jest niezrealizowane, może tylko w naszej wyobraźni jest spełnione.

 

Wika reagowała wprost, widząc możliwość wznoszenia swojej nadziei – rozmawiała, proponowała. Pamiętam, jak po moim działaniu pt. „Wyobraźnia Granicą Strachu” w roku 1978 napisała kartkę pocztową tuż po premierze, a w niej trzy słowa: „Misterium było wspaniałe”. Tak więc moje działanie parateatralne to właśnie Wika nazwała misterium – i tak przez kilkanaście lat w różnych sytuacjach w różnych miejscach realizowałem   „Misteria Bolimowskie”.

 

Takich zdarzeń, takich trafnych wypowiedzi było wiele. I to powodowało, że wędrowałem śladami Wiki i że znalazłem się np. w roku chyba 1987 w Białymstoku - raz w czasie wernisażu jej wystawy, a drugi raz, w dniu uroczystego otwarcia stałej galerii w kościele pod Białymstokiem w Radulach. Gdy byłem w Warszawie, wpadałem do jej pracowni na Natolińską – i znów rozmowy i znów nowe pomysły, i znów budowanie takiej hierarchii, w której sztuka jest sprawą najważniejszą. Wika zawsze wyciągała jakieś nalewki, by poprzez kilka kieliszków alkoholu rozluźnić się, wytrzeźwieć dla sztuki z tej koszmarnej PRL-owskiej rzeczywistości.

 

Mówiliśmy godzinami o szumie morza, mówiliśmy godzinami o poezji, mówiliśmy godzinami o potrzebie budowania takiej przestrzeni, która byłaby tą prawdą wrastania człowieka w siebie. Różnice wieku gdzieś ulatywały, Wika była ot, koleżanką, dowcipną, zdolną w sposób błyskotliwy określić sens naszej tu obecności. Mówiła o sobie, o swojej samotności, o swojej wizji rozumienia sztuki, rzeźby, a przede wszystkim w sposób ostry i zdecydowany broniła autonomii naszej. Bowiem tolerancja według jej – to także tworzenia takiej hierarchii, w której człowiek myślący powinien dobrze się czuć, a nie być systematycznie obdzierany ze swojej wrażliwości. Może te słowa wypowiedziane teraz brzmią banalnie, nieprawdziwie, ale we mnie zapadały głęboko – pozwoliły mi tu w Rawce przetrwać. Nie uciekać, nie dać się żywcem udusić przez alkohol czy narkotyki – ale przede wszystkim szukać  miejsca, w swojej własnej wyobraźni nawet bez grosza przy duszy, nawet przy pustym stole.

 

Moja praca więc nad książką o Wice – o jej pracowitości – już się zaczęła. Książka ta opowie także o tych obszarach obecności naszej, która w tak bezwzględny sposób była i jest zwalczana i zniesławiana przez naszych oponentów uzbrojonych w środki finansowe i władzę polityczną. Mam oni mówią wprost, że jesteśmy przeznaczeni na zatracenie, ponieważ ich jest racja: ich prawica, ich lewica, ich niebo, Bóg i ziemia. Oni tu decydują o życiu i śmierci nie tylko naszej sztuki. A racje te wyrażają w różny sposób – np. Wika przez ponad 20 lat działalności w „ZA” miała jeden zakup i to groszowy. Wstydzę się za tych „nadzorców”, bo tak trzeba o nich powiedzieć, tych  inteligentów z awansu, którzy opanowali naszą administrację, dla których dyshonorem jest myśleć samodzielnie. Zresztą o czym tu mówić.

 

Ale wracajmy do nas, do tej rzeczywistości w której forma jest oddechem naszym. By scharakteryzować Wiką, jej osobowość, może opowiem o jednym z wielu wydarzeń. Kiedyś byliśmy całą zwartą grupą u niej w pracowni na Nastolińskiej. Rozmowa toczyła się swoim rwącym potokiem, przy wiwatach, przy toastach, w końcu muzyka stanęła przed nami otworem. Tak, że wszyscy znaleźliśmy się na warszawskiej Jesieni na Lutosławskim. Wita w tym wszystkim tak znakomicie uczestniczyła, że ja dopiero po kilku dniach uświadomiłem sobie, że Wika ma poważne trudności ze słuchem – źle słyszy. Nikt tej jej ułomności nie zauważył, co więcej była pełna werwy i pomysłów wręcz dalekosiężnych.

W życiu możliwe, że kierowała się słuchem, ale tym wewnętrznym, duchowym – on był bowiem motorem naszych poczynań, pozwolił nam być razem, istnieć i przeżywać siebie nawzajem.

 

Takich momentów było wiele, mam to w sobie i pamiętam – i wierzę, że opatrzność pozwoli mi tak napisać książkę o niej, by była ona naszym wspólnym zwycięstwem.

 

Wita pisała od 7 lat, notowała siebie w słowie właściwie przez całe życie, a przezuła lat 77. Wiele miesięcy jest przede mną, by zebrać te utwory, nauczyć się ich. Drugim nurtem – będą rzeźby, a jest ich kilkaset. Odszukać, prześledzić, przeanalizować jej drogę. Trzecim nurtem to jej książki, jej biblioteka; ponad 1000 książek, te ulubione książki były w sposób specjalny jej ręką znaczone. Przeczytać w zderzeniu z rzeźbami, z wierszami jej autorstwa. Innymi słowy nam kilka lat pracy, cierpliwej, mrówczej ale przecież mnie wznoszącej, uskrzydlającej. Wreszcie jej wielomiesięczne pobyty w ciągu roku nad morzem bałtyckim; przemierzyć te szlaki, dzikie plaże, samotne, opuszczone wydmy. Mam listy Wiki opisujące oszalały Bałtyk.

 

Tak, Wika to osobowość wadząca się przede wszystkim ze sobą; dla innych wyrozumiała, głęboko wierząca w posłannictwo artysty, choć widząca śmieszność takiej roli w  PRL-u, wśród „stachanowskiej inteligencji”. Dlatego tak bardzo rozumiała i tak bardzo ceniła wszelkie próby budowania naszego środowiska.

 

O sobie tak pisała:

Pracę swoją staram się uczynić pasjonującą przede wszystkim dla siebie samej. Pracuję bez szkiców, bez przekuwania z gipsowego modelu – tnę od razu w drzewie – najchętniej małą, skandynawską siekierką. Ale kompozycja długo dojrzewa w mojej wyobraźni, zanim zacznę ją realizować. Jest to doskonała „gimnastyka mózgu” – realizacja zaś jest zaciekłą pogonią za własna wizją, pasjonującą przygodą – pełną zmagań z materiałem i z własna fizyczną słabością.

(dalej)

Praca jest bardzo ciężka, zważywszy, że nie mam odpowiedniego warsztatu ani mechanicznej pomocy technicznej – drzewo jest materiałem trudnym, a sznury pochodzące z harcerskiego żaglowca „Zawisza Czarny” są sztywne i ciężkie od soli morskiej. Ale im więcej przeszkód do pokonania – tym większy zapał.

Rzeźby moje – niezależnie od tego jakie rozwiązuje problemy formalne staram się przepoić problematyką ludzką i jeżeli uda mi się znaleźć oddźwięk u ludzi – uważam to za swój największy osobisty sukces.

(dalej)

Powinniśmy raczej poszerzać swój kąt widzenia, a nie ograniczać się do poznania jednego tylko aspektu prawdy –

Dlatego nie oddzielam formy od treści – jedna podbudowuje drugą a obie powinny się równoważyć.

Sztuka powinna być domeną całkowitej swobody – wyrastająca z naszych własnych korzeni i z naszej psychiki. Z kierunków światowych bierzemy problemy ogólnoludzkie – a nie sposób ich rozwiązywania – te muszą wyjść z nas samych i na bazie naszej rzeczywistości. Dlatego wszelkie niewolnicze nawiązywanie do nowatorstwa, które powstało gdzie indziej, w łonie innej cywilizacji – uważam za nieporozumienie.

 

Wika miała życie trudne nie dlatego, że nie miała gdzie mieszkać i co jeść. Wika miała życie trudne bo żyła wśród wilków, a one eliminowały ze swoich szeregów nieprawomyślnych artystów. Była inna bo miała obcą wilkom wrażliwość. Uważała, że nagrodą największą dla niej jest to, że jest obdarzona przez Boga, darem kreowania swego świata, i że ten świat potrafi żyć swoim własnymi problemami, swoim własnym życiem. To, że praca jej jest daleka od wydeptanych traktów, to powodowało, że żyjąc w centrum stolicy, w ogromnej pracowni na Natolińskiej, była sama jak palec.

 

Przeszłość akowska, rodzina rozgoniona, wyrżnięta, tak jak większość zasłużonych dla narodu polskiego rodzin, takie wspomnienia potęgują samotność. By unaocznić bardziej moja myśl, pozwalam sobie przytoczyć pewien dokument:

 

Kierownik Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych z dnia 14.o2.1955 r. przyznaje uprawnienia kombatanckie Wiktorii Iljin za udział w Powstaniu warszawskim.

 

Jeden tylko szkopuł, że przyznano powyższe uprawnienia kilka miesięcy przed śmiercią (dokładnie 4 miesiące) natomiast 51 lat po Powstaniu Warszawskim.

 

Tu tak się dziej, że jedni są „niezwykli”, „wspaniali”, uznani przez wszystkie monitory i przepisy, inni mimo swojej niezaprzeczalnej wielkości, przekreślani, przeoczeni, systematycznie zniesławiani. I nie chodzi tu o sprawiedliwość przez duże S czy równość przez duże R, ale o zwykłą ludzka przyzwoitość.

 

***

 

Dzisiejszy wieczór zatytułowałem:  Są Granice Poniewierki . Bardzo bym prosił, byście Państwo zwrócili uwagę – gdy będziecie oglądali te skromną wystawę – na szary karteluszek, napisany ręką Wiki:

 

są granice

poniewierki

których nawet

Bóg przekraczać

nie powinien

 

 

 

 

( Powyższy tekst został odczytany na wernisażu wystawy Są Granice Poniewierki, w dniu 29 września 1995 roku w Autorskiej Galerii ”ZA” w Rawce. Wieczór poświęcony był pamięci Wikrorii Ilin)

 

***

 

SĄ GRANICE PONIEWIERKI

 

Ostatnią akcją, jaką zrealizowaliśmy z Wiką, były spotkania w jej warszawskiej pracowni z twórcami, którzy zgłosili swój udział w wystawie „Trwanie”. W samym spotkaniu już nie uczestniczyła, jednak oglądała prace, jakie były przywożone na wystawę; cieszyła się, że może być użyteczna, pomocna nam.

Wystawa „trwanie” z jej pracowni pojechała do kościoła św. Józefa w Rawce, następnie pokazano ją w Centrum Kultury w Skierniewicach, a teraz można ją oglądać (wrzesień) w Muzeum w Łowiczu.

Dziś, w kilka tygodni po śmierci Wiktorii Iljin organizujemy w Autorskiej Galerii „ZA” w Rawce symboliczną wystawę obrazującą jej drogę twórczą. Wolą zmarłej było – aby właśnie ta dokumentacja, częściowo pokazana na wystawie, wraz z jej biblioteką stała się moją własnością.

Oprócz zdjęć, kilku rzeźb i rysunków, wystawiamy zbiór zapisów, który zatytułowałem: „Są granice poniewierki” – od słów wstrząsającego wiersza jaki znalazłem na szarym karteluszku wsuniętym do zeszytu ze zbiorami chyba ostatnich myśli Wiki:

 

są granice

poniewierki

których nawet

Bóg przekraczać

nie powinien

 

O śmierci Wiki dowiedziałem się tuż przed wernisażem w Muzeum w Łowiczu. Działanie parateatralne „Katharsis” zrealizowane w czasie otwarcia wystawy poświęciłem  jej pamięci. Na wernisażu powiedziałem: Bez rzeźb Wiktorii Iljin wiele działań, wystaw, spektakli „ZA” byłoby niemożliwych do zrealizowania. Wiktoria Iljin tak wrosła w „ZA”, że chwilami zapomniałem o Jej istnieniu. Dzięki Ci Wiko i przepraszam, że w niczym nie mogłem i nie mogę Ci pomóc. Dzięki Twojej samotności i dzięki Twoim wspaniałym rzeźbom „ZA” wędruje i trwa nadal.

 

1995

 

Wróć na stronę tytułową