Galeria

Wiesław Sokołowski – Trwanie – pismo literackie

2007

 

e-mail: trwanie@poczta.onet.pl

 

 

Pole tekstowe:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

WŁODZIMIERZ BRANIECKI

i kur co trzykrotnie zapiał

 

 - Gdybym był normalny. Pomyśl, gdybym ja nie miał z sobą aż tylu kłopotów.

 

Szliśmy Nowym Światem w kierunku Placu Zamkowego. Była wczesna godzina przedpołudniowa. On o głowę większy, z długą brodą, stawiał nogi jakby szedł po  kałuży rozdygotanej myślą.

 

- Przemówienia na pogrzebach i wernisażach, oto moja specjalizacja. Uśmiechnął się.

 

Tacy jak ty tylko tutaj są potrzebni – pomyślałem.

 

- Ja już dawno jestem w sobie rozsypany. I nie wiem, nie wiem czy się uratuję.

 

Dochodziliśmy do placu Kopernika. Każdy drobiazg ma tu swoją półobłąkaną historię. Każdy szczegół, za cenę krwi i wyrzeczeń aż całych pokoleń, wbity jest w architekturę tego miasta. Jednak ponad wszystkim góruje nadal pomnik czystej przestrzeni ...

 

 ***

 

Piliśmy.

Bardzo ostro wtedy piliśmy.

 

***

 

-           Słabych sukces określa.

      Niepowodzenia i bieda niszczy.

 

-           Od lat nie wiedzie mi się.

Jednak zbyt wielka przegrana staje się nieraz wygraną..

 

-  Niepowodzenia są moją złotą monetą.

Niepowodzenia są  moim przysłowiowym oknem na świat...

 

 

***

 

Dalej treści rozmowy nie pamiętam. Za to on będąc tutaj niczym więcej tylko sobą, przeraźliwym głosem jak kur trzykrotnie zapiał i zwalił się na ziemię wypijając ostatni kieliszek czystej.

 

 

 

Lata siedemdziesiąte, zapis ze szlaku.

 

 

Wróć na stronę tytułową